środa, 6 stycznia 2016

Nauka jazdy - fragment powieści pt. "Qwerty: Kod Honoru" (tom III)

W końcu John zatrzymał się na starym parkingu, gdzie Qwerty nauczył się, jak kontrolować ogień. Stalowa brama prowadząca na tor gokartowy była zamknięta na kłódkę, ale to nie stanowiło dla nich żadnego problemu; łańcuch oplatający metalowe pręty opadł powoli na ziemię i brama otworzyła się. John wjechał na asfaltową drogę i wyłączył silnik. 



-Zmiana miejsc – powiedział do Qwerty’ego i wyszedł z auta, zostawiając kluczyki w stacyjce.

            Qwerty uśmiechnął się lekko i zasiadł za kierownicą. To było proste. Tysiąc razy widział, jak inni prowadzą. Skoro taki Jason Scammel to potrafił, on nie będzie miał z tym problemu. 

-Ustaw siedzenie i lusterka, Qwerty – powiedział mu John i Qwerty przysunął sobie siedzenie z takim rozmachem, że wjechał kolanem w deskę rozdzielczą. 

            John uniósł brwi. 

            Qwerty poprawił wszystko i przekręcił kluczyk w stacyjce. Silnik zaczął pracować. 

-Pas – przypomniał mu John i chłopiec, przewracając oczami, zapiął pas bezpieczeństwa. Jaki był tego sens? W razie wypadku mógł po prostu teleportować się na zewnątrz… 

-Teraz… ręczny, potem sprzęgło, po lewej stronie. Ruszaj z jedynki. Ostrożnie dodawaj gazu – zaczął John i Qwerty nacisnął na gaz. Samochód zawył i zgasł. 

-Ręczny. Potem bieg i sprzęgło. Potem gaz – powiedział John cierpliwie. 

-Ok, ok – odparł chłopiec i zwolnił ręczny hamulec, kładąc nogę na sprzęgle. Ponownie przekręcił kluczyk w stacyjce i, tym razem ostrożniej, przycisnął gaz. Samochód ruszył do przodu, po czym zatrzymał się gwałtownie i John i Qwerty polecieli gwałtownie do przodu, prawie uderzając głowami w deskę rozdzielczą. Gdyby nie pas bezpieczeństwa, Qwerty wyrżnąłby czołem w kierownicę. 

-Zdejmuj nogę powoli ze sprzęgła – rzekł John, odruchowo łapiąc uchwyt nad drzwiami po stronie pasażera, jakby musiał mieć jakąś fizyczną podporę. 

            Qwerty westchnął i spróbował jeszcze raz. Tym razem samochód zawył z protestem i ruszył ciężko. 

-Trójka! – krzyknął John. – Rusza się z jedynki! 

            Qwerty spojrzał na sprzęgło i auto wjechało na trawę, szorując bokiem o starą, zapomnianą oponę. Qwerty zahamował gwałtownie, ale pomylił hamulec z gazem i wypruli przed siebie. 

            John ścisnął uchwyt i samochód powoli zwolnił, zatrzymując się bez udziału chłopca. Qwerty zobaczył w lusterku, że zostawił na trawie czarne ślady kół. 

            John odetchnął. 

-Jeszcze raz. Ręczny, bieg, sprzęgło, powoli gaz. Gaz to ten po prawej, ok? Hamulec jest w środku… 

            Qwerty skinął głową, zaciskając zęby. Po chwili jednak ruszył, spokojnie wyjeżdżając na asfaltowy tor. 

-Sprzęgło i dwójka – rzucił mu John i Qwerty zmienił bieg, przyspieszając trochę. – Bez pośpiechu – powiedział John, poruszając się nieco niespokojnie.

            Duży, zielony Jeep należący do Johna nie był najłatwiejszym do prowadzenia i potrzeba było trochę siły, aby sobie z nim poradzić, ale Qwerty opanował jazdę w ciągu pół godziny. John w końcu puścił uchwyt i siedział, uspokojony, patrząc jak chłopiec równo jeździ wokół toru. Nauczył go jeszcze cofać i parkować, i Qwerty chłonął wszystko. Po dwóch godzinach wydawało się, że jeździ Jeepem od lat. 

            John uśmiechnął się. 

-Ok, przyspiesz trochę – powiedział do Qwerty’ego i ten, już pewny siebie, dodał gazu, sunąc wokół toru gokartowego. Wskazówka na liczniku szła w górę i John uniósł brwi. 

-Bez przesady, Qwerty… 

            Zbliżali się do najbliższego zakrętu i Qwerty złapał mocniej kierownicę…

-Zwolnij! – powiedział mu John, ale Qwerty nie posłuchał; zakręcił kierownicą…

            John przygotował się już na złagodzenie uderzenia, ale nic się nie stało. Samochód, wbrew wszelkim prawom fizyki, nadal sunął po równej powierzchni; nawet nie zaszarpało za bardzo w bok. John skrzywił się. 

-Nie oszukuj! – powiedział do Qwerty’ego złym głosem. – Dopiero się uczysz. 

            Qwerty uśmiechnął się znowu. 

-Przepraszam. Ale chciałem sprawdzić, czy potrafię. 

            John popatrzył na niego uważnie.

-Może nie ze mną w środku, co? Co by było, gdyby ci się nie udało? – zapytał kwaśno. 

            Qwerty speszył się lekko i zaraz zwolnił. 

-No… Zawsze mi wychodzi, więc…

            John pokręcił głową. 

-To nieodpowiedzialne, Qwerty – rzucił mu John z pewnym niesmakiem. 

-Przepraszam – odparł chłopiec, czerwieniąc się lekko. Wszystko było dla niego tak proste, że w zasadzie nie zastanawiał się nad konsekwencjami ewentualnego niepowodzenia. 

-Jedź normalnie – rzekł tylko John. – Musisz się nauczyć…

            I Qwerty pomyślał, że John ma na myśli coś więcej niż tylko jeżdżenie samochodem… 

            W końcu John kazał mu się zatrzymać i zamienić miejscami. 

-Wystarczy na dzisiaj – powiedział. 

-John, poczekaj – Qwerty zacisnął palce na kierownicy. – John… Czemu przestałeś mnie uczyć nowych rzeczy? – zapytał z pewnym wahaniem. – Wiem, że zamieszałem… z Sunny Enterprises. Ale…

            John przez chwilę wpatrywał się w chłopca nic nie mówiąc. Myślał o jego zabłoconych butach, które zobaczył, gdy Qwerty zasnął u Sandbanksów. 

-Myślę, że ostatnio i tak sporo się nauczyłeś – odparł takim tonem, że chłopiec spojrzał na niego ze zdziwieniem. Twarz Johna nie zdradzała jednak niczego. – Umiesz już bardzo wiele, Qwerty. Ważne było, żebyś nauczył się kodu… 

-Ale na pewno nie potrafię wszystkiego – odparł Qwerty. – Jak mam się bronić…?

-Dość – uciął John. – Zamień się miejscami, na dzisiaj wystarczy. Poćwiczymy jeszcze. A teraz czas jechać. 

            I John z niejaką ulgą wsiadł za kierownicę, przesuwając siedzenie w tył. 


"Qwerty: Kod Honoru" to trzeci tom cyklu o Qwertym Seymorze. Dostępny jest na Amazon lub jako darmowy ebook na stronie beezar.pl. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz