piątek, 10 czerwca 2016

Od Tennysona po medycynę, czyli Elizabeth Garrett jako pierwsza kobieta-lekarz w Wielkiej Brytanii

Wczoraj były urodziny niejakiej Elizabeth Garrett Anderson (9 czerwca 1836 - 17 grudnia 1917). Dzięki swojemu uporowi, sile przebicia i inteligencji dama ta została pierwszą kobietą lekarzem we Francji i jako pierwsza otrzymała kwalifikacje medyczne w Wielkiej Brytanii. Została też pierwszym na wyspach burmistrzem-kobietą, w Aldeburgh. Postanowiłam wspomnieć o tej pani z jednego powodu: była jedną z tych osób, która zmieniła świat. A wszystko zaczęło się oczywiście od... książek. 

Elizabeth Garrett
Elizabeth Garrett w latach 60-tych XIX wieku

Naturalnie, imienniczka królowej miała na to środki, ponieważ bynajmniej nie pochodziła z londyńskiej biedoty. Ale tylko niesamowita siła charakteru i pęd do wiedzy mogły sprawić, że za lekcje algebry, medycyny i łaciny płaciła z prywatnych środków, pobierając nauki trzy razy w tygodniu, z entuzjazmem zdobywając wiedzę.

Do Szkoły Medycznej próbowała dostać się latami - zresztą, na jej celowniku była niejedna instytucja, w tym w Oxfordzie, Cambridge, Glasgow, Edynburgu - wszystkie odmówiły. W końcu, w 1865 roku, zdała egzamin w Society of Apothecaries, gdzie reguły nie mówiły nic o nieprzyjmowaniu w ich szeregi kobiet. Na siedem osób tamtego dnia trzy zdały egzamin - Garrett z najwyższą liczbą punktów. Stowarzyszenie natychmiast zmieniło swoje zasady, zabraniając dostępu do egzaminów innym kobietom. Przez 19 lat Garrett była jedyną panią w ich szeregach.

Elizabeth Garrett - Anderson
Elizabeth Garrett - Anderson ok. 1889 roku

Nie koniec jednak na tym - to ona była współ-założycielką szpitala, który zatrudniał kobiecy personel; założyła też szkołę medyczną dla kobiet - to dzisiejsza szkoła medyczna University College London.

Będąc sufrażystką, pionierką w dziedzinie medycyny dla kobiet i straszliwym uparciuchem (co wszystkim zresztą wyszło na dobre - a w szczególności londyńskim paniom, których dolegliwości natury ginekologicznej leczone były w szpitalu Garrett), Garrett miała też i męża, i trójkę dzieci. Z kilku posad nawet zrezygnowała, na rzecz macierzyństwa. Można? Można.

Garrett pochodziła z małej miejscowości, gdzie nie było szkoły. Ona i jej dwa lata starsza siostra miały guwernantkę, której Garrett nie lubiła i którą pogardzała. W wieku 15 lat została wysłana na prywatną pensję w Blackheath, w Londynie. I tu zauważyła głupotę nauczycieli i brak instrukcji w dziedzinach nauk ścisłych. A jednak to tam właśnie pokochała czytanie - autorami, którymi zaczytywała się młoda Elizabeth byli m.in. Tennyson, Wordsworth, Milton, Coleridge, Trollope, Thackeray oraz George Eliot.

Prasa też miała wpływ na młodą Garrett - najprawdopodobniej w English Women's Journal (pierwszy raz wydany w 1858) przeczytała o swojej kolejnej imieniczce, Elizabeth Blackwell, pierwszej kobiecie-lekarzu w USA, która zdobyła tenże tytuł w 1849 roku. W 1860 Garrett i Davies spotkały się i od słowa do słowa ułożyły plan: Garrett miała udostępnić edukację medyczną wszystkim chętnym kobietom, a Davies otworzyć im drogę na uniwersytety... Ojciec Garrett, Newson, na początku się sprzeciwiał, ale potem - zgaduję, że nie miał wyboru - dołączył do spisku i wspierał córkę w każdy możliwy sposób, w tym finansowo.

Wniosek? Inteligentna kobieta + książki + mądrzy rodzice = lepsza rzeczywistość. I to wszystko w czasach, gdy kobiety nie posiadały nawet prawa do głosowania. Co w takim razie możemy osiągnąć dzisiaj, hm?

Elizabeth jako burmistrz Aldeburgh, listopad 1908
Wszystkie obrazy pochodzą STĄD

9 komentarzy:

  1. A dziś możemy osiągnąć nic, bo szlachta nie pracuje, tylko lamusy się uczą, kiedy można lajkować koty na fejsiku ;-P
    Czy Tobie też się wydaje, że czym więcej możliwości, ty mniej w ludziach determinacji i woli? Że obserwacja z "Diuny" jest trafna: na drodze wygody czyha zagłada?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, po części się zgadzam. Jak jest wygodnie, to się już nic nie chce. To jak z Fight Clubem - tylko gdy tracisz całą nadzieję, jesteś wolny...

      Z drugiej strony, mam takie wrażenie, że im więcej możliwości, tym większa konkurencja (niektórym się chce) i trudniej się przebić. Może dlatego ludzie lajkują te koty; mnie też się zdarza, w przypływie beznadziei...

      Usuń
    2. Może to i trochę racja z tą konkurencją... Bo tego kociego eskapizmu nie doświadczam, więc się nie ustosunkuję.

      Usuń
    3. Co ciekawe, ja generalnie wolę psy... ;-)

      Usuń
  2. Czy istnieje jakaś książka biograficzna o tej niezwykłej kobiecie? Chętnie bym sobie coś takiego poczytała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ale nie znalazłam nic po polsku; wiem, że jest jedna po angielsku i chyba po hiszpańsku, ale żadnego tłumaczenia nie mogę znaleźć. Na wikipedii też wiele nie ma: https://pl.wikipedia.org/wiki/Elizabeth_Garrett_Anderson.

      Usuń
  3. Szkoda... nie bardzo lubię czytać po angielsku bo denerwuje mnie zapis dialogów w cudzysłowie, a nie tak jak u nas. Ale dzięki za sprawdzenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziś możemy wszystko, tylko nie każdemu chce się po to sięgnąć. Rzeczywiście jest coś w tym, że im trudniejsze wyzwanie, tym większy zapał. Ze smutkiem obserwuję ludzi, którzy nie potrafią wykorzystać swoich możliwości. Tym większe brawa dla Pani Garrett za pęd do wiedzy i chęć dzielenia się nią.
    PS Niektórzy po prostu lubią koty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to natrafiłam na tą panią przypadkiem i byłam pod wrażeniem jej uporu. Chyba o to chodzi - zawsze do przodu, nieważne jak bardzo cię ciągną do tyłu... Ja w sumie to lubię te koty oglądać, gdy mam zły humor i czuję wszechograniającą beznadzieję, świetnie poprawiają humor. :)))

      Usuń