piątek, 17 czerwca 2016

Czy dzieci mogą pić alkohol i od kiedy?

W czwartej części przygód Qwerty'ego, gdy rodzina Sandbanksów wraz z głównym bohaterem wyjeżdża na wakacje do Francji, ma miejsce scena, gdzie 15-letni Qwerty i Ange, w tym samym wieku, siedzą w restauracji z rodzicami, Johnem i starszymi kolegami, zadowalając się sokiem zamiast alkoholu... I słusznie - w większości europejskich krajów alkohol mogą spożywać legalnie tylko ci, którzy ukończyli 18 lat. Są nieliczne wyjątki, jak Malta, gdzie 17 lat uznawane jest za "legalny" wiek. Czy można jednak pozwolić spróbować dziecku alkoholu wcześniej? I jeśli tak, jakie będzie to miało konsekwencje? 

Obraz stąd


Co ciekawe, pojenie dzieci piwem było uznawane za całkowicie normalne, a nawet wskazane w średniowieczu. Wtedy to piwo miało opinię bezpieczniejszego niż woda, która zwykle była niedestylowana i pochodziła z zanieczyszczonych źródeł i rzek, co spowodować mogło różnorakie choroby (woda zawierała niechciane pasożyty, które - jak wiadomo - mają negatywny wpływ na ludzki organizm). Piwo średniowieczne nie było jednak równe dzisiejszemu - ważone było w kilka zaledwie dni, nie zaś miesiącami, jak obecne. Dzięki temu mogło być spożywane w sporych ilościach bez "zgubnych" konsekwencji - w tym denerwującego kaca. W bogatszych rezydencjach był to po prostu kolejny obowiązek służby. Piwo dodawane było też do potraw dziecięcych, które w owym czasie nie różniły się tak bardzo od tych jedzonych przez dorosłych.

Oczywiście, w owym okresie "ciemnych wieków", które wcale takie ciemne tak naprawdę nie były, dzieciom serwowano także mleko krowie lub kozie z dodatkiem miodu - cenne właściwości miodu były bowiem znane już wtedy. Ale to tak na marginesie...

Obecny trunek piwny ma się więc nijak do ówczesnego napoju, który stanowił po prostu bezpieczniejszą alternatywę dla wody i tańszą dla wina na terenach miejskich.

Badania pokazują, że młodzież zaczyna przygodę z nietrzeźwością już od wieku 14 lat - dla porównania, w latach 60-tych XX stulecia średnia to wynosiła 17,5 roku (źródło TUTAJ). Prowadzić to może do uzależnień - potencjalnie. Ale czy warto zabraniać naszym pociechom całkowicie spróbowania kieliszka wina?

Obraz stąd

Podobno nie. Im bardziej zabraniamy, tym lepiej smakuje zakazany owoc. W moim przypadku dawano mi wina "na spróbowanie" w wieku 12-13 lat - bylo to coś, co było odpowiednie dla dorosłych, ale być może każdy zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później ciekawość weźmie górę... A że doskonale wiedziałam, gdzie chowają klucz do barku w meblach, zdecydowano najwidoczniej, że lepiej już zaspokoić moje zainteresowania przy stole i w świetle dziennym.

Odnosiło się to jednak jedynie do wina, które było słodkie i do bardzo niewielkich ilości. Strona deon.pl podaje nam, że wielu rodziców nie pozwoliłoby swojemu dziecku wypić kieliszka wódki, jednocześnie akceptując spożycie butelki piwa, mimo że obie te rzeczy mają w sobie taką samą zawartość alkoholu. Być może coś w naszej mentalności (może jeszcze tej średniowiecznej...) mówi nam, że piwo jest mniej szkodliwe niż "ciężki" alkohol taki jak wódka, whisky czy brandy. Warto pamiętać jednak, że częste picie alkoholu przez nastolatków ma zgubny wpływ na funkcjonowanie mózgu i zdolność uczenia się; potrafi też zwiększyć podatność na uzależnnienia od alkoholu i nikotyny.


Wiadomo jednak, że dzieci biorą przykład z rodziców - jeśli widzą dorosłych spożywających regularnie drinki z zawartością hej-ho, oczywiście chcą to naśladować, głównie w kontaktach ze znajomymi. Powyższe źródło podaje kilka powodów, dla których nastolatki piją alkohol:

- Aby czuć się dorosłym,
- Aby dopasować się do otoczenia,
- Aby czuć się dobrze i być na luzie,
- Aby wyrazić swoją potrzebę buntu i chęć zmierzenia się z ryzykiem,
- Aby zaspokoić ciekawość,
- Ponieważ alkohol jest łatwo dostępny.

Oczywiście, nie zawsze mamy wpływ na środowisko, w którym obraca się młodzież. Jeden z tych powodów możemy jednak wyeliminować, zaspokajając ciekawość najmłodszych, dokładnie tak, jak moi opiekunowie postąpili ze mną. Poprzez luźniejsze podejście i wytłumaczenie konsekwencji picia napojów z procentami możemy pomóc wpłynąć na zdrowie przeciętnego 14-latka. W końcu wszystko jest dla ludzi. 

Konkluzja jest więc jedna: tak, dzieci powinny próbować alkoholu (oczywiście nie zbyt wcześnie i w śladowych ilościach...) Powinny znać jego smak i zdawać sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji. I, co najważniejsze, przykład otrzymywany od rodziców powinien mówić im, że picie alkoholu wcale niekoniecznie oznacza, że są "cool". Można się bawić i bez tego. 

Moją osobistą opinią jest jednak to, że każdy uczy się na własnych pomyłkach. Moją pierwszą było zmieszanie białego i czerwonego (domowej roboty) wina pewnego pięknego wieczoru we Wrocławiu, w wieku lat 19. Cała noc chorowania na zimnej, łazienkowej posadzce i trzy dni ścisłej diety nauczyły mnie więcej o zgubnych skutkach picia niż wszelkie wykłady, kary czy opowieści, którymi ktokolwiek mógłby mnie uraczyć... Może więc dobrze pozwolić młodej osobie popełnić błąd...? Tak na przyszłość... ;-)

A tak w nawiązaniu do tej pierwszej sceny, trochę reklamy:

Czwarta część przygód Qwerty'ego Seymore'a, zatytułowana "Qwerty: Więzi Rodzinne" dostępna jest teraz jako darmowy ebook na stronie beezar.pl - TUTAJ



8 komentarzy:

  1. Moim zdaniem alkohol w ogóle powinno się wycofać. I już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W większości, zgadzam się. Wino nadal lubię, tak do obiadu. :)

      Usuń
  2. Ja się oczywiście będę czepiał :-)
    "Wtedy to piwo miało opinię bezpieczniejszego niż woda, która zwykle była niedestylowana (...)". Racja, ale. Nadal nasza woda jest niedestylowana, gdyż destylowana (co potwierdzi każdy lekarz) na dłuższą metę jest niekorzystna dla równowagi elektrolitycznej. A właściwe słowo w tamtym miejscu to "niefiltrowana" lub "nieoczyszczona".
    To raz.
    "(...) wielu rodziców nie pozwoliłoby swojemu dziecku wypić kieliszka wódki, jednocześnie akceptując spożycie butelki piwa, mimo że obie te rzeczy mają w sobie taką samą zawartość alkoholu."
    No tak. Ale przypuszczam, że wielu z tych rodziców pozwoliłoby dziecku napić się kawy z mlekiem, a nie espresso. A i sami woleliby kieliszek wódki, niż pół kieliszka czystego spirolu, choć zawartość alkoholu jest podobna, n'est ce pas? To chyba dość naturalne, że czujemy, iż pewne substancje podawane w mniejszym stężeniu (a i też w pewnej osłonie tej piwnej zupy) są mniej szkodliwe. Ciekawe czy ktoś zastanawia się u cioci na imieninach ile ciocia wlała spirytusu do tortu, że jej tak pięknie biszkopt wilgoć trzyma... Choć coś jest z tym odium wódki na rzeczy, bo nikt też nie chciałby dawać dzieciom cukierków z likierem, czy wódką (były takie), a samego alkoholu są tam śladowe ilości. Prędzej woreczek żółciowy z nadmiaru czekolady by zastrajkował :-) Zatem: stężenie gra różnicę, ale i coś jest w magii (złej) słowa "wódka"
    A zupełnie innej beczki: dziękuję za głos w sprawie dawnego piwa. Ludzie tego nie czują i wiadomości o dzieciach pojonych piwem biorą za przykład nieludzkiego traktowania nieletnich...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z tą niedestylowaną to racja. Chyba zabrakło mi określenia. :)

      Co do rozróżniania trunków - myślę, że chodzi o smak/zapach/"opinię", jaką cieszy się dany alkohol itd. Masz całkowitą rację, oui, no ale fakt jest faktem, że bez względu na to, czy pije się espresso czy wielki kubek wypełniony w połowie mlekiem, to zawartość kofeiny jest taka sama (za co jestem wdzięczna codziennie rano...) Tak samo rzecz ma sie z tortami i słodyczami - w Wielkiej Brytanii np. żeby kupić w Tesco Maćka z adwokatem (taki baton...), trzeba mieć 18 lat. Regulacje regulacjami i o ID zapytają. Chyba warto pamiętać, że forma to nie wszystko (łatwo zapomnieć...) :)

      A co do średniowiecznego piwa - no właśnie, to bardzo dziwi; byłam zwiedzać zamek w Bobolicach i ludzi wieści te poruszyły. Tymczasem nie taka beczka straszna, jak by się wydawało. Przyszłe pokolenia też będą nas pewnie oceniać za dziwactwa, które są naszą codziennością.

      Usuń
    2. No właśnie to stężenie jest jednocześnie i ważne i mylące. Ważne, bo faktycznie "rozcieńczenie" substancji czynnej i substancje jej towarzyszące są ważne dla efektu, który ma napój/pokarm wywrzeć. Z drugiej strony, zapominamy łacno o tym, że jedno piwo to tyle alkoholu co kielonek. A co do słodyczy - to ciekawe z tymi batonikami. W PL były swego czasu cukierki "Finlandia" , z logiem i zawartością. Policzyliśmy pewnego wieczoru ile to potrzeba byłoby ich zjeść (wzięliśmy wagi naszych ciał imprezowych rzeczywiste :) ), żeby odnieść skutek kodeksowy, choćby w postaci wykroczenia (0,25 promila). No i wyszło, że musiałbym zjeść około kilograma. Doprawdy, nie było sensu sprawdzać dowodu osobistego w sklepie...

      Usuń
    3. Kilo cukierków? Jest sens sprawdzania dowodu w sklepie... :) A tak poważenie, to chyba po prostu regulacje - alkohol to alkohol i tyle. Nie sprzedadzą. Może i dobrze; konsewkencja w działaniu jest.

      Usuń
  3. U nas jest inna kultura, inna mentalność. We Włoszech nikt nie widzi nic zdrożnego w tym że 16 latek do obiadu polewa sobie wino. Chociaż tak między nami wiem, że to ich wino jest zdrowsze niż coca-cola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Dla mnie problemem jest to, że oburzamy się na nastolatków popijających kieliszek do obiadu, ale poza tym sporo ludzi pije (nie)zdrowo (wódka chyba jedna z najtańszych w Europie) i alkohol jest obecny zawsze i wszędzie, w potężnych ilościach. Ja np. wódki nie pijam, ale gdy organizowaliśmy wesele, nie było mowy bez przezroczystej zrobić...

      Usuń