poniedziałek, 20 czerwca 2016

Brexit i kultura, czyli to, o czym się nie mówi

Europejska społeczność z klubu UE jest jak grupa 14-latków przy ocalałym z lat 90-tych trzepaku, z których każdy próbuje wepchać się na najwygodniejszą barierkę. Każdy ma najfajniejsze adidasy, na jakie ich stać oraz pomysły na to, jak wydać kieszonkowe. Czasami pozwalają mniej fajnym dzieciakom bawić się z nimi - nawet tym, którzy zamiast adidasów mają podarte sandały. A teraz jeden z tych lepiej sytuowanych, ze stałym miejscem na środku barierki, grozi że weźmie swoje gadżety, swoje składkowe i pójdzie do domu... 

Ilustracja: Jasper Rietman. Źródło: The Guardian

"Konserwatywny" rząd Wielkiej Brytanii oddał głos w sprawie przynależności do trzepakowego klubu czterem nacjom: Anglikom, Walijczykom, Szkotom i Irlandczykom z północnej części wyspy, tej na lewo od Wielkiej Brytanii. I tu pojawia się pierwsza ciekawa sprawa, o której wielu zapomina na co dzień: Zjednoczone Królestwo to czterech niezbyt zgranych kumpli przy trzepaku. Państwo, którze zrzesza cztery nacje zastanawia się, czy Unia 28 ma sens. Szkocja już teraz twierdzi, że jeśli Brexit nastąpi, Szkoci w spódnicach czy bez i po własnym referendum - pomachają jednak na pożegnanie swoim południowym sąsiadom, jednocześnie otwierając ramiona na biznes z kontynentu. Jeden koleś przy trzepaku ma zamiar zostać...

Cztery państwa Zjednoczonego Królestwa

Debata w mediach wrze - powinni czy nie powinni? Jakie to będzie miało skutki dla handlu, bezpieczeństwa, standardu życia, polityki globalnej i lokalnej, pokoju na starym kontynenecie i setek innych aspektów, o które trzeba się martwić? Mnie jednak zastanawia pewna drobnostka, o której wszyscy zdają się zapominać: jaki wpływ podzielona Europa miałaby na kulturę?

UK wypadające z klubu osiedlowego ustanowiłoby niebezpieczny precedens. Precedens ten zagroziłby nie tylko idei wolnego handlu, ale także dzieleniu się osiągnięciami naukowymi, edukacją i wspólnym ideom związanym ze sztuką, wymianą myśli i wolnością słowa tudzież ekspresji. Wymiany uczniów i studentów, takie jak Sokrates czy Erasmus, byłyby w przypadku Wielkiej Brytanii przeszłością. Projekty dla młodzieży fundowane przez Unię Europejską wykluczyłyby Brytyjczyków, pozostawiając jedną z największych nacji europejskich bez możliwości integracji. Pamiętać trzeba, że potencjalne negatywne skutki separacji nie dotkną tylko ich, ale także inne narodowości, w tym Polaków. Różnorodność i mentalność Brytyjczyków może nas sporo nauczyć.

Ponadto Polacy dzielą specjalną więź z UK. Nie chodzi tylko o migrację ludności z ostatnich 12 lat. Dzielimy historię z czasów II wojny światowej, o której na wyspach się pamięta. Polscy piloci walczący za Londyn to dywizjon, o którym wciąż się mówi - w telewizji, w radio, w każdą rocznicę zakończenia tego okropnego okresu w historii świata. Pamiętam sytuację, gdy sama pracowałam na południu Anglii podczas studiów w college'u - wysłano mnie do baru na polu golfowym. Jeden z dżentelemenów zapytał mnie skąd jestem.

-Z Polski - odpowiedziałam, przeczuwając już jakieś dziwne komentarze.
-Z Polski? Polscy piloci walczyli za Londyn.
-Naprawdę? - zapytałam z pewną ironią. Jakbym nie wiedziała!
-Bardzo nam się przysłużyli. Tylko, że dużo klęli. Pewnie przez tutejszą pogodę...

Dywizjon 303. Obraz ze strony faktopedia.pl

"Planeta Singli" wyświetlana jest obecnie w brytyjskich kinach. "Wiedźmin" ("The Witcher") już dawno podbił serca i umysły graczy z Wielkiej Brytanii, podobnie jak książki Sapkowskiego (chociaż to w mniejszym stopniu). Polskie potrawy są już częścią jadłospisu wielu Brytyjczyków, z pierogami w rolach głównych - jeszcze trochę, a otrzymają status narodowej potrawy... jak hinduskie curry. Wymiana kulturalna odbywa się na wielu poziomach, nawet jeśli chodzi li i jedynie o wzbogacanie angielskiego słownictwa słowem "k*r*a".

Czy naprawdę stać nas wszystkich na to, by zrywać wspólne więzy? W czasach, gdzie kraje, które rosną w siłę nie zawsze dbają o równość obywateli, ich płci, religii i przekonań? Nie sądzę.

Nie wierzę też, że UK rzeczywiście szurnie trampkami i z własnej woli spadnie z trzepaka. Obecne referendum przypomina nam jednak, jak ważne jest trzymać się razem. Możemy się kłócić przy barierkach, ale tylko w dużej grupie możemy stawić czoła dzieciakom z sąsiedztwa, którzy mają własne pomysły na to, jak zaanektować nasz trzepak. I, podążając za ideą jedności, może warto poznać tych z innego osiedla? Może nie wszyscy okażą się tacy straszni i w rezultacie będziemy wszyscy bawić się razem, zamiast obrzucać się kamieniami...? Taki utopijny pomysł.

Handel i ekonomia napędzają nas wszystkich; nie sprawiają jednak, że się lubimy. Tylko kultura może zjednoczyć nas na poziomie stricte duchowym - muzyka i dyskusja na temat dobrej książki potrafią zdziałać więcej pomiędzy ludźmi niż godziny negocjacji polityków. A inspirację można znaleźć wszędzie, czego przykładem jestem ja sama (tak przy okazji, czwarta część sagi o Qwertym, której akcja osadzona jest na południu Anglii, dostęna już TUTAJ jako darmowy ebook). Warto się nad tym zastanowić.

Qwerty: Więzi rodzinne
Darmowy ebook dostępny na stronie beezar.pl
Referendum w UK będzie miało miejsce w ten czwartek, 23 czerwca 2016 roku.

6 komentarzy:

  1. No cóż, jak to komuś napisałem, "UK to nie państwo, tylko stan umysłu" ;-) Tego Imperialnego Umysłu, który nie uważa, że pójdzie sobie z trzepaka, tylko zabierze swój trzepak i zostawi resztę z ręką w... piaskownicy. Mam rację? Jesteś bliżej, widzisz i wiesz więcej: powiedz, czy to jest tak, że Hindus jest "swój", bo imperialny, a Polak bardziej jest "obcy" bo kontynentalny? Czy tzw. konserwatywne myślenie brytyjskie ma swój ukryty aksjomat pojmowanie Wielkiej Brytanii jako Właściwego Państwa Środka? Umblicus Mundi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze im się wydaje, że są pępkiem świata, ale już zaczynają rozumieć, że tak nie jest - to powolny proces. Może po części są tym słupem podtrzymującym ustrojstwo (trzepak), ale części zamienne też dadzą radę, trzymając się metafory. I nikt tu nie jest swój - nawet Hindus-Brytyjczyk, którego prapra--dziadkowie sprowadzili się z sub-kontynentu. W całkowitym nie-dyskryminowaniu traktują wszystkich całkowicie równo, bez względu na to, czy jest się z Polski, Chin czy Liverpoolu. Nigdy za to nie zapominasz o tym, gdzie się urodziłeś. Zastanawia mnie tylko ich dziwna awersja do "bycia Europejczykami". Wszyscy za wyjątkiem ich samych traktują ich w ten sposób. Jutro się okaże, czy czas przestać...

      Usuń
    2. Mam kilka hipotez, dlaczego nie tylko nie czują się Europejczykam, ale jeszcze czują ewnego rodzaju wstęt... Kilka całkem dobrych historycznych przyczyn, bliźniaczo podobnych tym, które sprawiają, że doktryna panslawizmu jest nam, Polakom, wstrętna... Ale to tylko hipotezy.

      Usuń
    3. Zaznaczam, że mogę się mylić. Ale od czasu Plantagenetów drą koty z Francuzami: to tak fajne dla historyka pytanie (przypomnieli mi ostatnio na histmagu) - czy Francja jest w Anglii, czy Anglia we Francji? Chodziło oczywiście o kwestie lenne. A gdy już zapomniano o Cresy, Azincourt i Orleanie (tym od Joanny), to wyszedł Bonaparte i znów jedna Brytania walczyła z całym kontynentem (w pewnym momencie tylko UK i Rosja przeciwstawiały się Boniowi, a przy tym Rosja tylko dlatego, że została zaatakowana. Trzeba uczciwie powiedzieć, że pierwszą Unię Europejską (ne licząc Hanzy, bo ona to jakby EWG) zaproponował i wrażał z niejakimi sukcesami właśnie Bonaparte. Znienawidzony przez Brytyjczyków, którzy chełpią się, że gdyby nie oni, to by dynastia Bonaparte rządziła Europą do dziś.

      Usuń
    4. Ciekawe - w sumie nie patrzyłam na to w ten sposób. Ale to prawda, historycznie UK zawsze było trochę z boku i miało w sumie więcej koneksji z koloniami niż ze starym kontynentem... Z Francuzami tłukli sie zdrowo i nadal się nie lubią. Wojen dokładnie nie pamiętam, bo od czasu liceum stronię :), ale za to bitwy językowe znam - żabski został wyparty przez angielski na polu dyplomacji; Francuzom się to oczywiście nie spodobało, bo nagle się okazało, że Lingua Franca za sprawą British Council przynosi spore zyski. Naturalnie, spora tutaj rola USA, ale w zakresie europejskiego kociołka to był przede wszystkim mecz Francja vs Anglia, z wynikiem 0:1. Nawiasem mówiąc, do Napoleonów odczuwam jakąś sympatię, może przez "Hrabiego Monte Christo", bo Dumas był - jak wynika z powieści - zdecydowanym zwolennikiem niskiego władcy (tego oryginalnego przede wszystkim). Możliwe, że jakiś taki upór i "outsider" w Anglikach siedzą, może za sprawą tego, co napisałeś. Ale zważywszy na fakt, że 95% z nich nie zna własnej historii, zakładam, że to już teraz sprawa genów... ;-)

      Usuń