czwartek, 12 listopada 2015

Od czytania do pisania, czyli moje pierwsze spotkanie autorskie w szkole

W zeszłym tygodniu zostałam zaproszona do jednej z podkrakowskich szkół podstawowych, aby porozmawiać z dziećmi na temat czytania i pisania książek. Niewiele myśląc, przyjęłam zaproszenie z dużą dozą entuzjazmu, bo o powyższym mogę gadać w nieskończoność. I w ten sposób, w poniedziałek, 9 listopada, odbyło się moje pierwsze, dość spontaniczne spotkanie autorskie. 

Strona tytułowa mojej prezentacji - od czytania do pisania

Umieszczono mnie w auli, dano projektor, abym mogła zaprezentować przygotowane przez siebie kolorowe slajdy dzieciom, mikrofon, a także grupę 60 uczniów z klas 4-6. I zaczęłam przekonywać wszystkich obecnych, że czytanie i pisanie może być nie tylko pożyteczne, ale także "cool", czyli fajne i trendy. Po ok. 30 minutach, wspólnej grze i po tym, jak trzech ochotników odegrało rolę narratorów, czytając fragmenty mojej własnoręcznie napisanej książki ("Qwerty: Historia"), nagle całkiem sporo osób miało pomysł na własne opowiadanie. Sukces!

Gramy...

Dlaczego warto pisać?

Dlaczego warto czytać?

Bo w książkach można wszystko...

Bardzo przyjemnie mi się rozmawiało z całą grupą. Nauczyciele - łącznie z panią dyrektor - potraktowali mnie miło i byli bardzo pomocni w utrzymywaniu idealnego spokoju podczas spotkania. Dzieci okazały się fantastyczne - mądre, przyjazne i elokwentne - niektóre wypowiedzi co śmielszych osób wzbudziły mój szczery podziw. Na przykład jeden chłopiec wymyślił, że chciałby napisać książkę o wojowniku Rokim z lat 60-tych - podał nawet sporo szczegółów historii. Kto wie, może spotkałam przyszłego pisarza...?

Jeden z moich dobrych znajomych... :)


Na koniec otrzymałam również pięknego kwiatka i pamiątkową książkę o historii szkoły, ze specjalną dedykacją od wszystkich uczniów. Największą niespodzianką było jednak... rozdawanie autografów. Na to kompletnie nie byłam przygotowana. Ani trochę. Ja? Autografy? Nie ma mowy! A jednak chyba mnie polubili (z wzajemnością!), bo na końcu mojego "występu" zostałam oblężona, otoczona zwartą ścianą nastolatków - bez możliwości ucieczki (jedyną drogą wyjścia byłaby chyba teleportacja, ale tej nie opanowałam, w przeciwieństwie do głównego bohatera moich książek...) I wypisałam kilkadziesiąt autografów, z osobistą dedykacją dla każdego ucznia, zastanawiając się, czy tak się czują gwiazdy filmowe...

Oblężenie
Ale nie w tym rzecz. Najważniejsze jest to, że na sam koniec dzieciaki wydawały się bardziej przekonane do czytania - oraz pisania - niż na początku. Mam nadzieję, że udowodniłam im, że powyższe może być równie fajne jak gra na Playstation. I jeśli choć kilkoro z nich sięgnie po nową powieść czy napisze swoje własne opowiadanie, moje zadanie zostało wykonane poprawnie.

Krótką relację ze spotkania można znaleźć na stronie szkoły: TUTAJ

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Dzięki, mnie też się podobało - przede wszystkim dzieciaki były świetne! :)

      Usuń